Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oscary 2016. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oscary 2016. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 marca 2016

FILM: Krótki film o miłości, czyli "Carol" (reż. Todd Haynes)




Na niektóre filmy idzie się do kina z pewnym wewnętrznym spokojem - wiemy, że gra w nich nasz ulubiony aktor czy aktorka, że jest to twór naszego ulubionego reżysera czy że scenariusz napisał ktoś przez nas uwielbiany, dlatego nie martwimy się zawczasu, że film w ogóle się nam nie spodoba i będziemy żałować wydanych nań pieniędzy. Z takim przekonaniem szłam na Carol - i, na szczęście, się nie pomyliłam. Moje (bardzo wysokie) oczekiwania zostały spełnione, a ja sama (nieco wywiedziona na manowce polską promocją tegoż filmu) pozytywnie się zaskoczyłam. Zapraszam na recenzję Carol, filmu, który potrafi złapać za serce.

środa, 16 marca 2016

FILM: Daliście Oscara złemu mężczyźnie, czyli "Pokój" (reż. Lenny Abrahamson) oraz koszmar recenzentki, czyli "Nienawistna ósemka" (reż. Quentin Tarrantino)






Oscary 2016 ciąg dalszy: najlepsza żeńska rola pierwszoplanowa. Innymi słowy: Pokój w reżyserii Lenny'ego Abrahamsona, z Brie Larson zgarniającą większość nagród w tym sezonie. I jednocześnie dowód, że Oscar dla Leo za Zjawę był pomyłką (choć dalej nie wiem, jak mógł nie zostać wyróżniony za Co gryzie Gilberta Grape'a?), bo, proszę Państwa, Pokój serwuje nam olśnienie w kategorii ról męskich. Ale o tym za chwilę.




A dla miłośników nieco mocniejszych klimatów: opis najnowszego filmu Quentina Tarrantino, czyli Nienawistnej ósemki (Oscar za muzykę oryginalną dla Ennio Morricone). Innymi słowy: krew, seks, przekleństwa, przemoc i kawał filmowego mięcha. 

poniedziałek, 29 lutego 2016

FILM: Oscary 2016 - podsumowanie







Nie przyznam się nikomu, że zasnęłam, oczekując na wyniki kolejnych kategorii. Nie wyznam także, że mimo najszczerszych chęci nie udało mi się (jeszcze!) obejrzeć wszystkich oscarowych filmów, które chciałam zobaczyć (z drugiej strony - zostały mi tylko cztery, z czego na dwa idę prawdopodobnie w tym tygodniu). Nikt nie usłyszy, że w zasadzie to ostatnio działo się u mnie bardzo dużo i raczej wypadłam z tej oscarowej gorączki.

Za to wszyscy mogli usłyszeć mój pisk radości, gdy dowiedziałam się, że Spotlight wygrało w kategorii najlepszy film. I zobaczyć zniechęcone spojrzenie, gdy ujrzałam, że Oscar za pierwszoplanową rolę męską przypadł Leonardo di Caprio (który aktorem jest świetnym, ale akurat Zjawa była przykładem aktorstwa po prostu fizycznego, a nie świetnego). I krzyknąć na mnie, gdy znów (wyniki poznawałam niechronologicznie) ucieszyłam się - tym razem z Marka Rylance'a, który swoją doskonałą grą w Moście szpiegów wygrał sobie statuetkę.

Zapraszam na swoje subiektywne podsumowanie Oscarów, z króciutkim akcentem urodowym.

poniedziałek, 22 lutego 2016

FILM: "Brooklyn" reż. John Crowley, czyli (nie)błoga naiwność (lekkie spoilery)





Historia imigrantki, która z Irlandii jedzie do Ameryki, osadzona w latach 50., ze scenariuszem napisanym przez Nicka Hornby'ego. Nieeee, absolutnie nie wiadomo, czego się spodziewać, w ogóle. Ale cóż - obejrzeć trzeba, bo trzy nominacje do Oscara, i jeszcze Domhnall Gleeson (choć w roli praktycznie epizodycznej, względnie trzecioplanowej), którego powoli zaczynam uwielbiać (swoją drogą - przegryw życia - zagrać w czterech filmach nominowanych w danym roku do Oscara i nie dostać żadnej nominacji). Niestety - Brooklyn to film tyleż przyjemny, co przeciętny i raczej nieangażujący.

piątek, 19 lutego 2016

FILM: Błyskawiczny Przegląd Oscarowy cz. 2, czyli "Joy" (reż. David O. Russell), "Steve Jobs" (reż. Danny Boyle) oraz "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" (reż. Felix Herngren)







Nie lubię filmów biograficznych. Jeżeli ktoś staje się tematem filmu, od razu wiadomo, że coś musiało mu się udać, więc całość zakończy się hurraoptymistyczną konkluzją, że dana osoba uratowała cały świat/zmieniła świat/zostawiła po sobie coś, co zmieniło świat. I okej, w niektórych przypadkach jest to prawda - ale oglądanie filmów, o których wiadomo, że dobrze się skończą, jest po prostu nudne. Ale jeżeli ma się takie głupie ambicje jak ja, to się siedzi i się ogląda. I się nie narzeka. W ogóle. No, chyba że pisze się recenzje dla Nerwu Słowa, wtedy można. Troszeczkę. Albo bardzo. I tak nikt się nie zorientuje.

sobota, 13 lutego 2016

FILM Blyskawiczny Przegląd Oscarowy cz.1, czyli "W głowie się nie mieści" (reż. Pete Docter), "Kopciuszek" (reż. Kenneth Branagh) oraz "45 Years" (reż. Andrew Haigh)








Zaczęłam liczyć i wyszło mi, że do Oscarów już bardzo, bardzo niedługo, a ja jeszcze nie obejrzałam wszystkiego, co chciałam obejrzeć przed ich wręczeniem. Zaczęłam więc niektóre filmy oglądać masowo (tzn. jeden po drugim) i stwierdzam, że nie wszystkim jest sens poświęcać całą ogromną recenzję, szczególnie że premierę miały dawno, dawno temu w zeszłym roku, i bardzo często warto je obejrzeć nie w celu rozkoszowania się sztuką filmową, tylko z konkretnego powodu (dla aktorki, dla jednej sceny itd.). Zapraszam więc na pierwszą część Błyskawicznego Przeglądu Oscarowego, w którym pod lupę wezmę trzy filmy - W głowie się nie mieści, Kopciuszka oraz 45 Years. Ich wspólnym mianownikiem jest również to - co mnie zaskoczyło - że wszystkie opowiadają o kobietach, choć na zupełnie różnych etapach życia. Ciekawe. Zanurzmy się zatem w to sobotnie popołudnie w świat filmu i poczytajmy o tym, co ta Akademia znowu wykombinowała.

piątek, 12 lutego 2016

FILM: Wielkie bum, czyli "Mad Max: Na drodze gniewu" (reż. George Miller)





Zazwyczaj, gdy oglądam film, wraz z akcją sunącą do przodu, w tym kierunku posuwa się też mój ramowy plan recenzji.  Kto gra dobrze, kto nie, co w scenariuszu jest ciekawe, a co nie, i tak dalej, i tak dalej. Tak więc nieświadoma tego, co stanie się niebawem, włączyłam Mad Maxa: Na drodze gniewu (wiecie, dziesięć oscarowych nominacji i w ogóle podobno warto zobaczyć) i... na dwie godziny osłupiałam, by wraz z ostatnim kadrem przyłapać się na robieniu miny pt. Co się właśnie stało?

środa, 10 lutego 2016

FILM: Arcydzieło o koszmarze, czyli "Spotlight" (reż. Tom McCarthy) (zawiera lekkie spoilery i trochę przekleństw)



 


Nie jestem wojującą katoliczką, która uważa, że wszystko, co mówi i robi Kościół, jest wspaniałe i słuszne. Nie jestem też osobą, która najchętniej wysadziłaby wszystkie kościoły w powietrze, złowieszczo uśmiechając się pod nosem (dotyczy to też meczetów, synagog, cerkwi i tak dalej). A jednak napisać tekst o Spotlight, najnowszym filmie Toma McCarthy'ego, jest mi trudno. Bardzo trudno, szczególnie że wciąż odrobinę trzęsą mi się ręce. Choć na dobrą sprawę nie powinny - nie jestem zakonnicą (ani tym bardziej księdzem), nie biorę udziału w cotygodniowych zebraniach koła parafialnego, na własnej skórze nie doświadczyłam problemu w Spotlight omawianego, nie znam też nikogo, kto by takie doświadczenia miał. A jednak - trzęsą mi się ręce. Bo ten film, mówiący o grupie dziennikarzy przygotowującej reportaż na temat molestowania seksualnego przez Kościół katolicki w Bostonie, ogląda się nie jak dramat obyczajowy. Bliżej mu do filmów typu Pianista albo książek jak Władca much czy Rok 1984, w których groza jest niewidoczna, ale wszechogarniająca i obezwładniająca. I choć w zasadzie dzisiaj środa, więc post nie powinien się pojawić, mam wewnętrzną potrzebę jak najszybszego opisania tego filmu.

środa, 27 stycznia 2016

FILM: Niedoskonałe Arcydzieło, czyli "Dziewczyna z portretu" (reż. Tom Hooper)




 


Maratonu z Oscarami 2016 ciąg dalszy. Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że w dużej części nominowano bardzo dobre filmy. Problem tylko, że bardzo często nominowano je w złych kategoriach (np. Dziewczyna z portretu nie jest nominowana za zdjęcia, co jest ogromnym błędem). Ale cóż - dobrze, że przynajmniej mogłam o nich usłyszeć i je zobaczyć. Bo, jak się okazuje, całkiem dużo tych filmów jest naprawdę świetne. Albo, jak w przypadku Dziewczyny z portretu, może ocierać się o Arcydzieło.

wtorek, 26 stycznia 2016

FILM: Piękne i bezsensowne dłużyzny, czyli "Zjawa" (reż. Alejandro Inarritu)



 

 
Obiecałam sobie, że w tym roku obejrzę wszystkie filmy nominowane  do Oscara. Miałam nadzieję na długie seanse pełne artystycznych wrażeń, kreatywne uniesienia, wieczorne rozmowy i wymianę refleksji. Zaczęłam zatem w euforii, już ciesząc się na swoje intelektualne przygody.
Zamiast nich dostałam... Zjawę.

Ale od początku.

piątek, 22 stycznia 2016

FILM: Minimalistyczne napięcie, czyli "Ex Machina" (reż. Alex Garland)




 



Bardzo mnie dziwi, jak bardzo na sukces filmu wpływa jego promocja. Taki na przykład Marsjanin od razu po premierze święcił triumfy, bardzo dużo ludzi szło na niego do kina i ogólnie każdy, kto choć trochę śledzi wydarzenia w branży filmowej, wie, kto zacz. Ex Machina, która filmem jest nieporównywalnie lepszym, ciekawszym i ogólnie o wiele bardziej intrygującym, w box officie zdobywa jedynie ok. 37 milionów dolarów (dla porównania - Marsjanin zdobył prawie 600) i w sumie za bardzo nikt nie wie, o co z nią chodzi, ewentualnie coś kojarzy, że podobno miała dobre efekty specjalne.

A szkoda, bo Ex Machina to chyba jedna z najciekawszych propozycji filmowych roku 2015. Dlaczego?

poniedziałek, 18 stycznia 2016

MUZYKA: Uszy raz w euforii, raz krwawiące, czyli piosenki Oscarowe






Powoli zaczynam zagłębiać się w nominacje do Oscarów. Chwilowo jednak, jako że mam urwanie głowy, nie jestem w stanie zbyt często oglądać filmów, tak więc zaczynam od kategorii, które wymagają stosunkowo mało czasu. Na dzisiaj wybrałam kategorię Najlepszej Piosenki, na temat której opinię wyrobić może sobie każdy, kto znajdzie te dwadzieścia minut. Wnioski, do których doszłam, zaskoczyły mnie samą. Ale zacznijmy od początku.

piątek, 15 stycznia 2016

FILM: Oscary 2016 - Nominacje (bardzo) subiektywne



Właściwie to już miałam nie włączać komputera, ale chciałam popełnić tekst o książce, bo na świeżo zawsze najlepiej, a tu... nominacje do Oscarów. Klikam, wchodzę, patrzę. I z jednej strony większość nominacji była do przewidzenia (chociażby patrząc jedynie na nominacje do Złotych Globów), a z drugiej... mam wrażenie, że członkowie Akademii czegoś nie zauważyli. I to czegoś bardzo, bardzo poważnego.